JAROSAW GRZDOWICZ PAN LODOWEGO OGRODU TOM 2 PDF

Felar Delivery times may vary, especially during peak periods and will depend on when your payment clears — opens in a new window or tab. You can help Wikipedia by expanding it. Thank you very much for your interest in my auctions. Check out my other items! Most purchases from business sellers are protected by the Consumer Contract Regulations which give you the right to cancel the purchase within 14 days after the day you receive the item.

Author:Brara Mim
Country:Spain
Language:English (Spanish)
Genre:Spiritual
Published (Last):8 September 2006
Pages:39
PDF File Size:16.65 Mb
ePub File Size:9.76 Mb
ISBN:811-2-78430-776-1
Downloads:92116
Price:Free* [*Free Regsitration Required]
Uploader:Kazirg



Tom ii Ilustracje Jan J. Marek Wiem, e wisiaem na wiatrem owianym drzewie przez dziewi nocy, oszczepem zraniony, Odynowi ofiarowany, sam sobie samemu. Na tym drzewie, o ktrym nikt nie wie, z jakich wyrasta korzeni. Pieko to dwa zamglone szczyty, tulce si do siebie niczym pdupki. To wci te same szarpane linie gr, osnute niebieskawym oparem.

To widoczne w oddali dwie plamy lasu wspinajce si po zboczach, ponce krlewskimi barwami jesieni. To siedemdziesit trzy iglaste krzewy, pokrcone, jakby wyszy spod rki mistrza bonsai. To rozsypane wok biaoszare bryy wapiennych ska, sine jak zepsute miso. To roziskrzona plwocina nienych czap na wierchach. To przeliczny niczym z pocztwki grski pejzayk, ktry staje si wszystkim. Niezmienny, nudny i pikny. Pocztwka nagle awansowana do roli wszechwiata. To uwiziony w sojach drewna wieczny gniew i wcieko.

To wysche, drewniane gardo, ktre nie zna krzyku. To jest pieko. To korzenie wijce si w skalistej grskiej ziemi na podobiestwo robakw, rozpaczliwie szukajce pomidzy kwanymi, kruchymi jak trupie paznokcie pytkami upka odrobiny poywnej prchnicy. To pachnce lepk sodycz wiato soca. To tkwicy w drewnianych trzewiach wski, kuty grot.

To obca, martwa ga przebijajca pie niczym zastygy piorun. To modlitwa o burz. O nagy wodospad elektrycznego wyzwolenia. O grom, popi i ogie. By drzewem. Pojawia si znienacka, wprost z jesiennej mgy. Wynurza si gwatownie zza grani, blada twarz pocita zygzakowatymi znakami tatuau, wytrzeszczone czarne oczy byskajce na brzegach wskimi paskami biakwki. Zaschnite bryzgi krwi na policzkach i czole. Chwyta gwatownie korze i kawaek skay, usiuje wej wyej, ale co cignie go do tyu.

Jest mody. Ma najwyej siedemnacie lat i jest skrajnie, miertelnie przeraony. Ju nie dba o to, e zy przeraenia pyn mu strugami po twarzy, e z ust wyrywa si skowyt.

Obchodzi go tylko nieznana sia cignca w ty, w przepa. Przyczyna jest banalna. Bury koc, spity na ramionach srebrn spink z motywem taczcych wy, zaczepi si o korze.

Jednak chopak tonie w odmtach paniki. Moe tylko szarpa si bezsilnie, tylko prze do przodu jak zaprzgowy ko.

Sekundy przeciekaj mu midzy palcami, strugi krwi z rany na czole tocz si po policzkach. Wedug tutejszych standardw dawno jest dorosy.

Jest wojownikiem. Urodzonym z morderczym elazem w rkach, koysanym do snu pieniami o bohaterach, zahartowanym wizjami wasnej heroicznej mierci. A jednak teraz pacze, szarpie si z zaczepionym o korzenie paszczem, bo z bliska wyglda to inaczej ni w pieniach. Wasna mier ogldana z bliska wydaje si cuchnca, pospolita i bolesna. Nie bdzie wzruszajcego, piknego zgonu wartego pieni.

Z bliska jest tylko okrutna, przeraajca mier gdzie w grach. Samotna agonia i studnia przeraenia. A nade wszystko niemono pogodzenia si z tym, e to ju teraz.

Na zawsze. Strzaa z jadowitym sykiem wbija si w upkow gleb tu obok doni chopaka. Sycha zdawiony, krtki krzyk, mody znajduje wreszcie splecione srebrne we miadce krta i szarpie szpil. Paszcz spada z ramion, spinka leci w przepa, odbijajc si od kamieni, a nastoletni wojownik peznie na czworakach po stromej ciece, czepiajc si krzakw i ska.

Sycha gardowe przeklestwa i przyspieszone oddechy. Sycha skrzypienie grubych skr i szczk stali. Kolejna strzaa wypryska z doliny i miga tu nad gow uciekiniera, wizgajc jak wcieky szersze. Nie nosz czerwono-czarnych tatuay na rkach i twarzach ani sczesanych na kark, nasmarowanych dziegciem warkoczykw. Pod okularowymi nosalami hemw i kanciastymi osonami policzkowymi wida krtko przycite brody. Woaj do niego, tryumfalnie, chrapliwie. Bucha z nich para, kby cite lodowatym powietrzem jesieni.

Jeden wychyla si za gra i krzyczy do kogo na dole, echo skacze po grach. Ten pierwszy, wielki niczym gra, zdejmuje hem i kadzie go ostronie na ziemi, potem odpina paszcz, uwalniajc kolejne kby pary unoszce si z lamelkowego pancerza. Znowu woa, drwico, zadziornie i powoli wyjmuje miecz. Sycha stalowy, przecigy zgrzyt ostrza, olbrzym prostuje si i porusza gimnastycznie barkami, chrupie mu co w karku. Chopak bezradnie maca pust pochw na pasie, wspomnienie po straconej broni, ale nadal peznie przed siebie, lepy i guchy z przeraenia.

Na moment podnosi wzrok i nagle widzi Pie. Otwiera usta i oczy jeszcze szerzej, na twarzy rozlewa mu si wyraz niedowierzania i skrajnego osupienia. Wydaje si, e znalaz co, czego szuka od dawna. Na kilka chwil zapomina o osaczajcych go przeladowcach i unosi wzrok wzdu krpego Pnia kryjcego ludzk sylwetk z rozrzuconymi szeroko ramionami, pomidzy Konarami wida narol podobn do gowy z wykrzywion blem twarz, porodku Pnia sterczy srebrne drzewce jesionowej wczni.

Trwa to krtko. Chrapliwy krzyk sprowadza uciekiniera na ziemi. Pomidzy ostatnie sekundy ycia, wyciekajce jak piwo ze stuczonego dzbana. Znowu woaj do niego, rozlunieni, a kipi adrenalin. Fina mczcego pocigu. Ju go maj. Jeszcze tylko par krokw. Zaraz si dokona. Rzenia u stp Drzewa. Skocz go, a potem zejd w swoje doliny, nad swoje rzeki i jeziora. Rozpal ogie i napij si padziernikowego piwa, miejc si i klepic po plecach.

Zapachnie piecze, piew i rechot ywych poniesie si pod powa. Przynios acuchy umoczone w smoczej oliwie i zatacz ten swj taniec ognia. Nagie, wymalowane w dzikie wzory dziewczta z wosami osonitymi chustkami bd owija si pomieniem, skaka wrd oswojonego aru, omiata smuke ciaa warkoczami ognia.

A jego ju tu nie bdzie. Boi si Drzewa, ale przecie nie a tak, jak boi si wiecznego mroku zakltego w stali przeladowcw. Podrywa si na nogi na te par krokw, dopada Pnia i rozpaczliwie szarpie jesionowe drzewce. Wronita w Pie wcznia tkwi nieruchomo, niczym kolejna ga. Otaczaj chopaka krgiem, miej si i woaj do niego. Ktry siada z westchnieniem na kamieniu i odpina od pasa obszyt skr flasz. Inny wbija miecz w ziemi i przeciga si, masujc obolay krzy. Dryblas rusza na chopaka tanecznym krokiem, zza jego plecw sycha rzucane drwico rady wzbudzajce salwy miechu.

Miecz w palcach olbrzyma taczy, ostrze kreli koa i semki, rkoje sprawnie obraca si w spokojnej doni. Woj porusza biodrami, jego nogi wykonuj bokserski taniec, pochylone ciao koysze si wraz z ostrzem, a trudno uwierzy, e tak ogromny mczyzna moe rusza si tak lekko i zwinnie.

Jest jak grski goryl. Wielki, kosmaty i brutalny. Krtki wypad, finta, parada, markowany cios w gow. Chopak osania si ramieniem, wpada plecami na Pie, osuwa si po nim na ziemi. Na jego spodniach rozlewa si nagle wielka, mokra plama. Przeciwnik koczy swj taniec z ostrzem wystawionym poziomo, opartym o grzbiet drugiej doni. Odwraca t do i kiwa zachcajco na lecego. No chod". Uciekinier owija si wok Pnia jak w, peznie wrd mchu i zeschych paproci, szperajc domi niczym lepiec.

Choby kamie.

LA TEMPERANCIA PDF

Grzedowicz Jaroslaw - Pan Lodowego Ogrodu -Tom 2

.

FREEDOM IS NOT FREE BY SHIV KHERA PDF

Pan Lodowego Ogrodu. Tom 4 (2012)

.

Related Articles